Tak ułożyłem sobie to opowiadanie i teraz przyglądam się swemu dziełu. O czym ono ma mówić? Co za wieść cholerną ma nieść w sobie? W ten sposób Haupt podsumowuje jedno ze swoich opowiadań.


Miało być o kimś (czymś?) istotnym dla Haupta, a wyszło o deszczu, pamiętaniu – nie-pamiętaniu, zieleni i srebrzystości. I tak jest w całej książce. Baskijski diabeł to zbiór opowiadań, a właściwie luźno ze sobą powiązanych fragmentów, z których każde ma swój dyskretny urok. Piszę dyskretny, ponieważ potrzeba czasu, żeby go dostrzec. Na pierwszy rzut oka, choć może lepiej powiedzieć, na pierwsze czytanie, utwór jest trudny w odbiorze. Wątki się mieszają, komplikują, każdy idzie w swoją stronę, wymagając od czytelnika, by za nim podążać.
Haupt nie pisze – odmalowuje sceny, zdarzenia, osoby, pejzaże. Język jest niezwykle poetycki, wysublimowany, podobny do malarstwa impresjonistycznego – żeby zobaczyć obraz trzeba odejść od sztalugi – inaczej widać tylko kolorowe kropki nachodzące na siebie. Podobnie jest z Baskijskim… Żeby dostrzec całość, trzeba się odsunąć od fabuły, dopiero wtedy z poszczególnych, oderwanych, ale i w pewien sposób powiązanych scen, można odtworzyć efemeryczną, ale jednak całość. Wówczas dostrzeżemy uniwersalność tej prozy – znikną opowieści o wojnie, Żydach, Galicji, ukryją się wątki autobiograficzne, a pojawią się zagadnienia najważniejsze. Śmierć, pojmowana jako upadek w nicość, miłość, która pozwala na osiągnięcie momentu wzlotu do piękna totalnego, problem pamięci oraz dokonywania wyborów. Pojawi się również refleksja nad nieprzewidywalnością świata i nad człowiekiem wrzuconym w pędzący kołowrót natury. Dodajmy – nad człowiekiem samotnym – pogrążonym we własnym istnieniu, nie mogącym nawiązać kontaktu z innymi. Istnieje tylko ja, które nie jest w stanie znaleźć oparcia ani w drugim człowieku, ani w domu, ani w świecie, w którym nie może osiąść na stałe, do którego nijak nie może się przywiązać.
Czym będzie Baskijski… zależy od nas samych. Haupt daje czytelnikowi pole manewru, pozwala odczytywać swoją prozę na własny sposób. Być może wynika to z faktu, iż literaturą autor zajął się dość późno. Haupt był przede wszystkim artystą malarzem, początkowo pisanie było dla niego formą dodatkowego zarobku, z czasem dopiero stało się „autoterapią”, sposobem na poznanie samego siebie. Pisarz miał świadomość, że literatura jest dla czytelnika. Nie znaczy to, że musi być ona „lekka, łatwa i przyjemna”, ale to odbiorca słowu napisanemu nadaje kształt ostateczny.
Baskijski diabeł jest, jak dotąd, pierwszą pozycją na polskim rynku wydawniczym, w której można znaleźć większość opowiadań Haupta drukowanych na przełomie lat – zarówno z początków, jak i z końcowej fazy twórczej. On sam jest pisarzem nieznanym. Tworzył przede wszystkim na obczyźnie i tam wydał swoją jedyną książkę – zbiór opowiadań Pierścień z papieru. Po śmierci Haupta pojawiały się edycje jego utworów, ale nigdy tak kompletne, jak Baskijski diabeł.
Mimo iż nie jest to książka, którą można przeczytać jednym tchem, wymaga bowiem czasu, uwagi i namysłu, zachęcam do wysiłku. Odbiorca nie znajdzie tu jasno podanej odpowiedzi, na pytanie „jak żyć”, ale pewne wskazówki, które pozwolą mu na poszukiwanie jej w samym sobie. A to wiele znaczy.



Zygmunt Haupt
Baskijski diabeł. Opowiadania i reportaże
rok wydania: 2007
wydawnictwo Czytelnik