*Goście Wieczerzy Pańskiej to jeden z niewielu bergmanowskich filmów, które sam autor uznał za dobre. W Rozmowach zaznacza, że to film, którym wkracza w nowy okres swojej twórczości.*


Filmografię tego artysty charakteryzuje głębokie odwoływanie się do własnych przeżyć, błędów i słabości. Potrafił zamieniać traumę w wielką sztukę i to, wraz z _Gośćmi Wieczerzy Pańskie_j, nie ulega deformacji. Zostaje natomiast zdjęta powłoka otaczająca uczucia. Powstaje dzieło dosłowne, którego sens jest zawarty pomiędzy słowem i obrazem, wzajemnie siebie komentujących. Ostateczny efekt to wynik długiej pracy artysty nad formą i stylem. Autor ściąga maskę, co daje podwójny skutek: z jednej strony sprawia, iż przekaz zostaje podany w formie gotowej do spożycia, z drugiej zaś czyni widza świadkiem wiwisekcji. _Jak się jest starą kurwą, trudno zrezygnować z makijażu_ - powiedział Bergman. Zmycie go było jednak opłacalne, pod nim znajdowała się wyrazistość i ogromna prostota tego, co ani proste, ani łatwe być nie może. Bohaterowie stanęli przed widzami z odsłoniętymi uczuciami i obawami. Autor umieścił ich udręki pod mikroskopem, a następnie wyświetlił w powiększeniu, dodając do tych slajdów obszerny komentarz. Tu wszystko jest dopowiedziane, przedstawione wprost. Widz nie musi dokonywać analizy. Wystarczy, aby słuchał i patrzył. Twórca ograniczając pokaz do obrazu i dźwięku, oba te elementy wyeksploatował aż do momentu, w którym nie pozostało już nic. Kamera koncentruje się na sylwetkach postaci, ich gestach i mimice. Dźwięki zwracają uwagę na ton głosu bohaterów do tego stopnia, że każda pauza, każde wahanie wyraża tyle samo co słowa. Długie momenty milczenia, przecinane tykaniem zegara, czynią z ciszy coś bardzo namacalnego, dając wrażenie pożerania bohatera tkwiącego w swej samotności. Gdy drzwi zostają otworzone na drugą osobę, wypowiedziane słowa zagłusza hałas przejeżdżającego pociągu. W obrazie dominuje cisza, zestawiona z ludzką potrzebą uzyskania odpowiedzi, jakiegoś znaku, potwierdzenia, że w życiu tkwi chociażby najmniejszy sens. Na takim oto gruncie Bergman pyta o relację człowieka z Bogiem, która nie opiera się na komunikacji, a jest bolesnym doświadczeniem, będącym udziałem także Chrystusa.


*Ucieczka przed brzydotą*
Bohaterem filmu jest pastor Tomas Ericsson, który po śmierci żony traci wiarę. Nie jest dobrym duchownym – to tylko zawód. Jego kontakty z Bogiem były trudne. Pragnął go zabrać dla siebie, być dla niego najważniejszym i najbardziej przez niego kochanym. Schował go w sobie z egoizmu i zazdrości. Podzielił się nim dopiero z ukochaną kobietą, która pomogła mu w unormowaniu stosunków z obiektem swej pracy. Gdy odeszła, nici splatające ten związek pękły. Nie pozostało nic.
Aby opisać położenie pastora, pozwolić na lepsze zrozumienie tego człowieka, autor – ogniskując na nim uwagę – wprowadza do dramatu jeszcze dwóch bohaterów – jego kochankę Martę Lundberg (Ingrid Thulin) i naiwnego, wrażliwego parafianina Jonasa Perssona (Max von Sydow).
Marta kocha pastora, lecz nie jest to wielkie, gorące uczucie. Początkowo to najbardziej ludzka potrzeba posiadania kogoś, a następnie zadanie, którego trudności jest świadoma.


? _Musisz nauczyć się kochać._
? _I ty możesz mnie tego nauczyć?_
? _Nie ja... Nie mam cudownych zdolności_.


W pewnym momencie powie mu, iż zawsze go nienawidziła, co starała się przekształcić we współczucie. Dlaczego zatem wciąż będzie przy nim trwała? Bo dobrze o tym wie, że nie ma innego wyboru. Jej miłość to miłość chrześcijańska, podająca rękę komuś, kto upadł. Nieświadomie stara się być tym dla niego tym, kim była jego żona (o co ją później oskarży Thomas), ale pastor nie zgadza się, aby przyjęła tę rolę. Gardzi nią, uważa za osobę niegodną Boga. Ona oswaja tę pogardę, uciekając w cynizm. Gdy duchowny zapyta, dlaczego przyjęła komunię, jej odpowiedź będzie brzmiała, że jest to uczta miłości. Paradoksalnie, tylko w ten sposób może doznać miłości Thomasa. Miłości wypływającej z samego gestu Eucharystii, ale ów gest dla Ericssona nie niesie ze sobą znaczenia.
Jego kochanka jest dla niego parodią żony. Ostatecznie wzniesie się na szczyt sadystycznej szczerości i rzuci w nią słowa mocno raniące duszę. Wymieni wszystko to, czego w niej nienawidzi, kończąc biczowanie stwierdzeniem: _Jestem chory i zmęczony tym wszystkim,|wszystkim, co robię z tobą..._ Ona zapyta, dlaczego nie powiedział jej tego wcześniej. Odpowiedź jest jednak zbędna, wiedziała bowiem, kim dla niego jest i kim być nie może. Zanim padną oskarżenia i wyrzuty, ma miejsce scena w której Thulin w długim monologu zwraca się wprost do kamery. Jest to list, jaki napisała do Tomasa. Przypomina w nim moment, kiedy dostała wysypki na rękach, która przyniosła wiele powikłań. Wówczas pastor odsunął się od niej. Zadała mu pytanie o to, czy wierzy w siłę modlitwy. Przytaknął. Nie pomyślał jednak o tym, aby prosić Boga o to, by wyzdrowiała. Gdy doprowadziła do sytuacji, aby to zrobił, zerwała jednocześnie bandaże kryjące otwarte rany. Tomas nie zaakceptował tego. _Nie mogłeś się modlić, cała sytuacja brzydziła cię_ - wypomni mu. Monolog Marty obnaża nastawienie pastora do świata - niemożliwość zaakceptowania brzydoty. Nieistotne staje się w tym miejscu, czy będzie to choroba, czy też Bóg – pająk, który swą formą budzi odrazę. Reakcją duchownego będzie ucieczka od tego, czego jego poczucie estetyzmu nie może zaakceptować, wszystkiego, na co nie ma miejsca w jego idealnym świecie.


*Cierpienie jest niezrozumiałe*
Problemy z relacją rzeczywistość - Bóg nie wyczerpują się jednak w indywidualnej samotności, opartej o stratę kogoś bliskiego, czy niemożliwość otrzymania miłości od drugiego człowieka. Także ten, kto posiada bliską osobę może nie poradzić sobie z boską ciszą, a wówczas miłość nie stanowi wystarczającej strefy buforowanej. Przykład stanowi Jonas Persson. Ów człowiek posiadał troskliwą żonę i gromadkę dzieci. Poczucie bezpieczeństwa zdominował jednak strach przed bezosobowym człowiekiem – demiurgiem, który wymyślił, jak można mordować na masową skalę. Wywołał nienawiść, która stała się celem samym w sobie. Strach przed destrukcyjnymi możliwościami rasy ludzkiej (a nie konkretnego człowieka) jest tą samą brzydotą, przed którą chciał uciec Tomas. Małżeństwo Persson zwraca się z prośbą o pomoc do pastora, który tym samym dostaje szansę ocalenia człowieka. Przy pierwszej rozmowie, z Perssonami pastor mówi to, co powinien- proponuje _złożyć ufność w Panu_. Kamera jednak obserwuje ich reakcje. Kobieta chce coś odpowiedzieć, ale ostatecznie zachowuje milczenie. Mężczyzna tylko odwraca głowę w stronę pastora.
A pastor? Spuszcza wzrok, wstaje z krzesła... słychać jedynie zegar w tle. Duchowny podchodzi bliżej do małżeństwa i przyznaje, że czuje się bezradny. I znów kolejna sentencja z jego ust: _ale życie musi toczyć się dalej_. Czy jednak musi? On sam nie jest tego pewien. Umawia się z Perssonem na rozmowę w cztery oczy. W międzyczasie czyta list od swojej kochanki, a następnie zasypia. Gdy się budzi, Persson już jest. Spóźnił się, ale pastor tłumaczy się z tego, że zasnął. Czekał na jego przyjście, bowiem i dla niego to spotkanie miało być czymś ważnym. Ten człowiek czuł to, co on. Persson jest tym, który może zrozumieć jego samego, bowiem on także skonfrontował rzeczywistość z wyobrażeniem, co zrodziło poczucie braku sensu istnienia. Z tą różnicą, że pastor czym prędzej schował swojego Boga i z nim uciekł – tak, ażeby pozostać czystym, odpychając wszystko to, co w świecie brudne, złe, brzydkie. Persson nie ucieka, nie neguje faktu, że jest częścią tego wszystkiego, ale nie potrafi z tym żyć. To przed nim spowiada się pastor. O ile innych traktuje z góry, o tyle przed Jonasem przyznaje się do bycia kiepskim duchownym, bo tylko takim może być człowiek jak on – rozpieszczony i nieświadomy. Ujawnia swe myśli, wątpliwości. Kreśli wizje nieistnienia Boga – _wówczas to Życie stałoby się zrozumiałe (...) śmierć kończyłaby nagle życie. Rozkład ciała i duszy. Okrucieństwo, samotność i strach... wszystkie te rzeczy byłyby bezpośrednie i przezroczyste. Cierpienie jest niezrozumiałe, więc nie potrzebowałoby żadnego wytłumaczenia._


*Pogodzić się z ciszą*
Ericsson pod wpływem obaw Perssona zaczyna przechodzić metamorfozę – powoli ściąga maskę, która została mu narzucona w drodze odebranego wychowania i uformowanych założeń. Gotowe rozwiązania, których zawsze chciał bronić - wiara w Boga idealnego, pięknego i dobrego oraz późniejsze zanegowanie jego istnienia, zaczynają przybierać formę pytań. Między rzeczywistością i Bogiem tkwi konflikt. Jonas nie potrafi jednak zakończyć tego konfliktu i chwilę po rozmowie z pastorem popełnia samobójstwo. Żona zmarłego zasugeruje później, że Tomas mógł ocalić jej męża. To prawda. Mógł starać się go przekonać wszystkimi regułkami - truizmami, ale w momencie rozmowy z Perssonem nie mógł kłamać. Pierwszy raz od śmierci żony staje przed nim ktoś, kto jest w stanie zrozumieć jego własne obawy. Utwierdza swego rozmówcę w decyzji samobójstwa, ale nie jest za nią odpowiedzialny. Zostawia mu wybór, przecież wystarczyło, aby Jonas zrezygnował z wiary. Uwierzył, że cierpienie nie musi mieć wytłumaczenia, a istnieje tak samo, jak wszystko inne. Bez przyczyny, bez celu, bez potrzeby skłaniania się ku Bogu. Wówczas cisza nie byłaby tak bardzo przerażająca. Pastor, dowiedziawszy się o śmierci swego rozmówcy, jedzie na miejsce tragedii. Zostaje na chwilę z ciałem – krótkiemu momentowi czuwania towarzyszy natarczywy szum rzeki. Kontrastuje on ze spokojem, jaki tkwi w pastorze. Coś ulega przemianie, ale nie dzieje się to nagle, przed pastorem pozostają jeszcze kolejne etapy – wyjaśnienie Marcie, dlaczego jest dla niego odpychająca, a następnie prośba, by pojechała z nim do kościoła. To życzenie nie jest wyrazem miłości, a kolejnym krokiem do zaakceptowania tego, o czym opowiadał Jonasowi. Jest odpowiedzią na pytanie o milczenie Boga, początkiem kompromisu. Nie myśli o kochance, gdy w twarz rzuca jej bolesne słowa, tak samo, jak nie myślał o Perssonie, dokonując przed nim spowiedzi z własnych obaw i wątpliwości. Ci ludzie to jego krok ku zrozumieniu i zaakceptowaniu danej rzeczywistości, ze wszystkimi jej mankamentami.
Po przybyciu do kościoła, Tomas przeznacza czas na rozmowę, o którą prosił go gorzko doświadczony przez los pomocnik Frovik. Ten dzieli się z Ericssonem swoimi przemyśleniami na temat tego, co przeczytał o męce Chrystusa. Zwraca uwagę na ważny jej aspekt - pyta, czy koncentrowanie się na jej fizycznym zagadnieniu nie jest czymś złym. Sam cierpiał wszak więcej. Nie cztery godziny, a wiele lat. Frovik widzi prawdziwą gehennę w momencie, gdy Chrystus po Ostatniej Wieczerzy zostaje przez wszystkich opuszczony. Wisząc na krzyżu, jest zupełnie sam, a ból fizyczny jest tylko niewyraźnym odbiciem tego, co miało wymiar psychiczny. Jest to ten sam ból, który zmusił Perssona do zrezygnowania z życia, a Ericssona doprowadził do odrzucenia wiary, gdy zabrakło bliskiej osoby, która potrafiła _załatać dziury_. Poczucie ostatecznej beznadziei. To cierpienie znajduje zwieńczenie w krzyku Chrystusa:
_Boże, mój Boże! Dlaczegoś mnie opuścił?_
To samo pytanie wcześniej zadaje pastor. Kościelny opisuje ostatnie chwile na krzyżu, które podsumowują to wszystko, co dręczy pastora.
_Myślał, że jego ojciec niebieski go opuścił. Pomyślał, że wszystko, czego nauczał było kłamstwem.
Na chwilę przed śmiercią Chrystusem targały wątpliwości. Pewnie to musiała być jego największa męka? Bóg jest ciszą_.


Gdy Frovik przypomina o apogeum cierpienia Jezusa, Tomas słucha. Kamera przybliża twarz to mówiącego, to słuchającego. Na czole pastora pojawia się kropla potu, która wolno spływa po skórze. Wszystko to ma miejsce na chwilę przed mszą, która ze względu na pustkę w kościele ma się nie odbyć. Jednak duchowny decyduje się odprawić nabożeństwo. I oto koniec opowieści. Co zmieniło się w świadomości Tomasa od porannej mszy? To jedno nie zostaje dopowiedziane wprost, ale jest konsekwencją poprzednich wydarzeń i zawiera się w grze Gunnara Bjornstanda oraz decyzji odprawienia mszy. W scenach otwierających opowieść uderza opanowanie i beznamiętność kapłana. To był jedynie obowiązek. Bezkształtny rytuał. Praca. Druga msza to wyraz kompromisu. Tomas przystaje na jego warunki. Bóg nie przestaje milczeć, a pastor nie dostaje obietnicy tego, że świat może być lepszy. Godzi się jednak na rzeczywistość taką, jaka ona jest. Przegrał, chcąc ją odseparować od swoich ideałów, teraz ma szanse na zawarcie z nią ugody. Możliwe, że nie ma niczego ponad tu i teraz, trudniej jednak przystać na samotność i ogrom brzydoty, mając świadomość, że Bóg istnieje i jest nieruchomą ciszą. Cisza przestaje być zarzutem, a staje się faktem, z którym należy się pogodzić.


--
Wszystkie cytaty pochodzą z filmu oraz książki _Bergman. Rozmowy_, Warszawa 2007