Miałam trzydzieści osiem lat, kiedy zaczęłam cierpieć z powodu napadów lęku. Nikt ani nic mi nie groziło, mimo to bałam się śmierci [...] Najgorszych ataków paniki doznałam po podróży do miejsca mojego urodzenia, które wcześniej nazywało się Kolberg, a od 1945 roku Kołobrzeg. To, że się tam urodziłam, zawdzięczam Goebbelsowi, jego przemówieniu o wojnie totalnej [...]


Bohaterka powieści zupełnie nie pamiętała dzieciństwa, czuła jednak, że ogarnięte amnezją wspomnienia kryją odpowiedź na wszystkie pytania, które nerwowo sobie zadawała. Wyrusza więc w podróż do ogarniętej polityczną zawieruchą Polski. Zostawia za sobą pracę historyczki, męża, z którym od dawna się jej nie układa, matkę, która tak naprawdę nigdy nią nie była. Przekazuje relację niemal na żywo z okresu, kiedy w Polsce czasy były szare i złe, kiedy niczego nie było można dostać innym sposobem niż przeszmuglowane z Zachodu. To relacja kobiety, która może nie zawsze ze zrozumieniem, ale z niezwykłą wnikliwością obserwuje i odczuwa świat, która jest samotna w małżeństwie, samotna w swoich wspomnieniach. Podróż do Polski zapala jej pamięć.
Powieść Janssen-Jurreit to fikcyjna autobiografia Nori Laetius, której życie rozgrywa się gdzieś między niemieckim Kolbergiem a polskim Kołobrzegiem, naznaczone nazizmem,
z głosem Goebbelsa w tle. Bohaterka bardzo rzeczowo opisuje sytuację ówczesnej Polski, początków fali strajków, atmosferę rozmów, podniecenie przeczuciem, że zaczyna się nowe. Opisuje to bez śladów rozrachunku, nie politykuje, nie staje po żadnej ze stron. Najważniejsza staje się miłość i jednostka, dotknięta przez ten sam dziejowy kataklizm, który przecież nie wybiera, czy to Polak, Niemiec, Anglik czy choćby Turek.
II wojna światowa zakończyła się sześćdziesiąt lata temu. Od wprowadzenia stanu wojennego minęło dwadzieścia sześć lat. Od lat osiemnastu jesteśmy wolnym, (bardziej lub mniej) demokratycznym państwem. Minęło tyle czasu, pokolenia zarażone wojną, potwornością nazizmu, koszmarami komunizmu powoli przemijają, przystosowują się do nowej sytuacji międzynarodowej, przechodzą z tym do porządku dziennego. Coś jednak w nas - Polakach siedzi tak głęboko, że nadal nie potrafimy o tym mówić obiektywnie, nie potrafimy stanąć z boku i ocenić sytuacji. Wciąż brakuje polskiej książki, polskiego filmu o stanie wojennym, o Solidarności, dzieła które nie byłoby zabarwione żadną opcją polityczną, wolne od propagandowych przesłanek i przeciągania zasług na którąś ze stron barykady, wolne od oskarżeń, domysłów, teczek i całej tej lustracji. Dzieła opisującego wspaniałych ludzi, ich historię, ich dramaty - życie po prostu. Bez dydaktyzmu, bez przekolorowań, bez obrastania w piórka czy jadu oskarżeń. Rozmowy o stanie wojennym, o początkach Solidarności wciąż toczą się w atmosferze dziwnej patriotycznej gorączki. Nie powstają w Polsce takie książki i może to spojrzenie z perspektywy Zachodu sprowokuje nas, uświadamiając że mamy wiele do powiedzenia, że są ludzie, którzy pamiętają bardzo dokładnie te wydarzenia, że wciąż jest w nich ta sama pasja. To cholernie dobry materiał, wciąż jednak pozostaje bez opracowania. A szkoda.
Mimo powagi spraw, jakich dotyka Zbrodnia miłości w środku Europy, to przede wszystkim opowieść o niezwykłej miłości ludzi. Smutne dzieje uczucia z historią w tle - tani chwyt? Ja nie potrafię o tej książce zapomnieć.




Merielouse Janssen-Jurreit
Zbrodnia miłości w środku Europy
Tytuł oryginalny: Das Verbrechen der Liebe in der Mitte Europas
Przekład: Karolina Niedenthal
2007
Wydawnictwo PIW