Każdy z pewnością znalazł się w sytuacji, gdy najchętniej powstrzymałby się od wydawania opinii na temat pojawiających się na rynku książek. Tak właśnie poczułem się podczas lektury opowiadań Błażeja Dzikowskiego.


Grabaż, jeszcze w latach swej świetności, śpiewał: Wszyscy mówią Ci,
że laska musi mieć duże cyce. A ja jestem punk i w ramach walki ze wszystkimi schematami lubię laski z małymi cyckami!
Oczywiście szanujemy wybór, z jednym jednak zastrzeżeniem. O ile duże cyce przez swoją wielkość automatycznie bronią się przed wszelkimi zarzutami, tak te mniejsze braki w masie muszą nadrabiać za pomocą innych zalet.


Chwyt anatomiczny
Podobnie jest z literaturą. Opowiadanie, w odróżnieniu od powieści, która przez sam fakt przynależności formalnej jest nobilitowana w oczach czytelnika, musi się bronić za pomocą chwytów, bez których powieść może sobie poradzić. Cóż to za chwyty? Trzymając się skojarzeń anatomicznych można wyliczyć: jędrność, kształtność, proporcjonalność. Łatwo znaleźć wiele dłuższych tekstów, które pozbawione są tych cech, a mimo to zostały ocenione pozytywnie, ba, święcą tryumfy na rynku księgarskim. Z opowiadaniami sprawa nie przedstawia się już tak różowo. Jeśli krótki tekst zostanie odarty ze wspomnianych chwytów, w rękach pozostanie nam tylko niezbyt apetyczny w wyglądzie ochłap. A ochłapami nikt nie jest w stanie się zadowolić.


Statystyka ziewnięć
Jak sprawa przedstawia się w przypadku tomu opowiadań Dzikowskiego? Odpowiedź na to pytanie bynajmniej nie jest prosta. Wszystkie zwierzęta na poboczu autostrady to zbiór czternastu opowiadań. Problem polega na tym, że do jednego worka wrzucono teksty wyjątkowo do siebie niepasujące. Obok surrealistycznych Polowanie na słonie, Tę drogę nazywają nocą i Króla Kundla pojawia się spowiedź nastolatka nieodnajdującego się w zmacdonaldyzowanym świecie, w którym nawet pielgrzymka w miejsce święte traktowana jest jako kolejna wycieczka do zaliczenia (Jeżowce) oraz opowiadanie, które gdyby nie przewrotność zawartych w nich treści, bez wątpienia mogłoby być manifestem Zielonych (Wszystkie zwierzęta na poboczu autostrady). Niespójność wewnętrzna tomu nie wyczerpuje listy zarzutów, jakie można postawić książce Dzikowskiego. Od biedy można zgodzić się ze zdaniem Olgi Tokarczuk, której rekomendacja zdobi tylną okładkę książki, iż Opowiadania z tego tomu sugerują, że nasza rzeczywistość podszyta jest innym światem – wieloznacznym, quasi – ludzkim. Nie mogę się natomiast dopatrzyć w tekstach Dzikowskiego wartkiej narracji, którą dostrzega pani Tokarczuk. Być może nie jest to warunek konieczny, by dany tekst uznać za wartościowy, ale w przypadku gdy ilość ziewnięć czytelnika przypadająca na pięciostronicowe opowiadanie mogłaby w zupełności wystarczyć na lekturę grubej powieści, należy się chyba zastanowić, czy w tej materii wszystko jest w porządku.


Wyobraźnia na ratunek
Tym, co ratuje tę książkę w moich oczach, są pomysły: soczyste, wciągające, budzące irracjonalny lęk, a zarazem fascynujące swą niecodziennością. Wyobraźnia, którą został obdarzony Błażej Dzikowski, z pewnością nie trafia się każdemu, co sprawia, że opowiadania te, pomimo wspomnianych słabszych momentów, czyta się jednak z zainteresowaniem. Teksty zebrane w tomie Wszystkie zwierzęta na poboczu autostrady wyraźnie sugerują, że rzeczywistość, którą znamy z autopsji, odarta przez nowoczesność z wszelkich elementów irracjonalnych, nie jest jedyną. Pod cienką warstwą tego, co my nazywamy prawdą o świecie, czają się „potwory”, o jakich pochłoniętym robieniem kariery ludziom nawet się nie śniło. Uosobieniem „drugiej strony” jest Król Kundel – mroczna, zwierzęca siła, zdolna zmienić myślącego racjonalnie inżyniera oraz jego żonę w dwoje bezmyślnych zwierząt. Ta sama siła, którą reprezentuje Król Kundel, pojawia się też w dwóch opowiadaniach zamykających zbiór. To ona spływa wraz z krwią z rozbitego nosa Natalii w tekście tytułowym, ona też każe zbierać pielgrzymom żywe jeżowce do metalowej tuby (Jeżowce). Tu nie ma ani dobra ani zła. Wilk nie założy dla ciebie schroniska, ekologu w okularach, wyśmieje cię ptak plugawy – to podstawowa prawda o świecie, prawda, którą zdają się wyrażać wszystkie teksty Dzikowskiego. Druga, ciemna strona człowieka tylko czeka na okazję, by zamanifestować swą obecność, a gdy już otrzyma szansę, czyni tyle zła, ile tylko możliwe (Przyjaciel to drugi Ja). Granica pomiędzy dobrem a złem jest tak cienka, że jej przekroczenie naprawdę nie wymaga żadnego wysiłku.


Brak jędrności
Każdy, kto choć przez moment zmuszony był do publicznego wydawania opinii na temat pojawiających się na rynku książek, z pewnością znalazł się w końcu w sytuacji, gdy najchętniej powstrzymałby się przed jakimikolwiek komentarzami. Tak właśnie poczułem się podczas lektury opowiadań Dzikowskiego. Obcowanie z Wszystkimi zwierzętami na poboczu autostrady budzi bowiem przede wszystkim wątpliwości. Nie są to teksty złe, ale potencjału zdeponowanego w wyobraźni autora nie wystarczyło już na pełne opracowanie całkiem niezłych przecież pomysłów. Być może moja opinia podyktowana jest faktem, że kilkustronicowe opowiadania kończą się zanim na dobre wczujemy się w styl narracji, a to powoduje uczucie niedosytu, które przeradza się w powątpiewanie co do wartości samych tekstów. Mam jednak wrażenie, że tekstotwórcza moc Błażeja Dzikowskiego jest w stanie zaowocować czymś, co z jednej strony będzie powalało siłą i powagą pomysłu - przynajmniej na miarę tych, które tu zastosowano, z drugiej zaś pozbawione będzie wyliczonych wcześniej błędów, które sprawiają, że zamiast czternastu nietuzinkowych opowiadań, otrzymaliśmy czternaście dowodów na to, jak trudno stworzyć „jędrne” opowiadanie.





Błażej Dzikowski
Wszystkie zwierzęta na poboczu autostrady
Biblioteka Studium 2007
Wydawnictwo Zielona Sowa