Prozę Howard Phillipsa Lovecrafta można kochać – za sugestywność obrazów i fascynującą grozę stworzonej na jej potrzeby mitologii, lub nienawidzić – za wyszukany, barokowy styl nasycony ogromną ilością piętrzących się przymiotników i przysłówków, ale nie można być wobec niej obojętnym.


Dziwna to książka – ani biografia, ani monografia poświęcona dziełu Lovecrafta. Życie przeplata się tu z twórczością, literatura zaś stanowi kontekst, w którym staje się jasne, kim tak naprawdę był autor Widma na Innsmonth. Jest to też – jak określił we wstępie poprzedzającym esej Houellebecqa Stephen King – rodzaj listu miłosnego, pierwsze prawdziwe wyznanie cerebralnej pasji. Autor Cząstek elementarnych nie kryje swej fascynacji geniuszem Lovecrafta i, co widać wyraźnie już od pierwszych linijek tekstu, z pasji tej czyni główny przedmiot swej analizy. Skąd bierze się nieustająca popularność tych opowieści? – pyta na samym początku Houellebecq i przez cały czas wraca do tej podstawowej dla siebie kwestii.
Odpowiedzi na to pytanie jest wiele, ale wszystkie w końcu i tak sprowadzają się do dwóch zdań otwierających esej o Lovecrafcie. Życie jest bolesne i pełne rozczarowań. W konsekwencji pisanie kolejnych realistycznych powieści jest zbędne. Autor W górach szaleństwa zdał sobie z tego sprawę (choć nie bezpośrednio) wskutek załamania nerwowego, które dotknęło go zaraz po tym, jak osiągnął pełnoletniość (1908r.). Jednak jako podstawę twórczości tezę tę zastosował dopiero kilkanaście lat potem. Efekt był piorunujący. Od roku 1926 zaczęły powstawać te opowiadania, które Houellebecq niebezzasadnie nazywa „wielkimi tekstami”. Klucz, za pomocą którego autor Cząstek elementarnych czyta Lovecrafta, sprawdza się znakomicie. Dopiero po jego użyciu zdajemy sobie sprawę, co tak naprawdę odpowiada za potęgę mitów powstałych w głowie zamkniętego w sobie mieszkańca Providence. Miłość do architektury i rasizm w najczystszej postaci, wstręt, jaki odczuwał wobec życia erotycznego i odraza do świata, w którym przyszło mu żyć. Wywlekane na światło dzienne tajemnice Lovercrafta zaskakują, ale dzięki precyzyjnemu opisowi Houellebecqa poszczególne wątki układają się w spójną całość. Marzący o podróży do Europy gentleman, zrzuca stopniowo maskę, ukazując twarz nienawidzącego życie dekadenta. Dzięki tej analizie Przeciw światu, przeciw życiu okazuje się ostatecznie opowieścią o człowieku, zakamarkach jego duszy, zasłonach skrywających jego wnętrze. Ujawniona tu prawda o Lovevrafcie, z pewnością trudna do przyjęcia dla większości zwolenników jego prozy, pokazuje jeszcze jedno prawo dotyczące opisu literatury. Pomimo tak wielu głosów przekonujących o konieczności usunięcia postaci autora z procesu interpretacji tekstu, Houellebecq udowadnia, że metoda ta wciąż może być niezwykle pomocna i atrakcyjna. Zatarcie pozostawionej przez autora sygnatury pozbawia interpretatora jednego, w tym przypadku można uznać że najważniejszego, klucza, tym samym czyniąc interpretację niepełną.
Czy z zaprawionej ksenofobią awersji do życia może powstać coś wielkiego? Zdaniem Houellebecqa – tak! To właśnie ta, iście wybuchowa mieszanka, odpowiada za powołanie do życia mitów o rasie przedwiecznych istot, czczonych na całym świecie przez plemiona zdegenerowanych dzikusów i o plugawym Necronomiconie – najbardziej bezbożnej z wszystkich pogańskich ksiąg. To, że Houellebecqa zdecydowanie bardziej interesuje postać pisarza i proces twórczy, niż będący ich wytworem tekst, zaowocowało wnikliwą analizą umysłu, który przez całe życie dążył do zatarcia wszelkich śladów, mogących zdradzić swoje tajemnice. W rezultacie otrzymujemy książkę, która nie tylko opisuje fenomen niesłabnącej do dziś popularności Lovecrafta, ale równocześnie stanowi doskonały dowód na to, że umysł autora wciąż może stanowić źródło cennych informacji dla każdego, kto pragnie bliżej poznać jego dzieło.



Michel Houellebecq
H. P. Lovecraft. Przeciw światu, przeciw życiu
Przekład: Jacek Giszczak
Rok Wydania: 2007