29 września tego roku Michelangelo Antonioni skończyłby 95 lat. Taka okrągła rocznica mogła być dobrą okazja do przypomnienia kilku jego najwybitniejszych filmów. Sposobność przyszła jednak wcześniej, i to w o wiele smutniejszych okolicznościach. Śmierć włoskiego mistrza oraz Ingmara Bergmana w ten sam dzień to koniec pewnej epoki w kinie. Rola, jaką odegrali obaj twórcy w historii sztuki filmowej, jest nie do podważenia. Jednak podczas gdy dzieła Bergmana ciągle żyją swoim życiem, tak w kinach, jak i na DVD, filmy Antonioniego, może poza Powiększeniem, nie są zbyt często pokazywane i mają raczej niewielką ilość zwolenników. Może nie należy się temu za bardzo dziwić, pamiętając, że już podczas premiery Przygody w Cannes publiczność – delikatnie mówiąc – bez zrozumienia przyjęła nowatorstwo filmu.



Godne podkreślenia, iż styl przełomowego filmu włoskiego reżysera nie wziął się znikąd. Już dwa wcześniejsze dzieła zawierają cechy znamienne dla _Przygody. W Przyjaciółkach_ (1955) odnaleźć można pokrewieństwo treściowe: zobrazowanie wewnętrznej pustki oraz emocjonalnego kalectwa mieszczańskiego towarzystwa. _Krzyk_ (1957) natomiast to nietypowy jak na Antonioniego film, a to ze względu na to, iż główny bohater to mężczyzna, będący robotnikiem. Formalnie natomiast, ten skrajnie pesymistyczny utwór, to już czysty przykład wypracowanego stylu, który będzie ewoluował.
Protagonista _Krzyku_ po odejściu kobiety, z którą żył, błąka się z córeczką, szukając uśmierzenia bólu w ramionach innych kobiet. Narastająca alienacja doprowadza go jednak do ostatecznego kroku. Jak będzie to miało miejsce w filmach późniejszych, tak i tu stan psychiczny bohatera wyrażany jest bez użycia konwencjonalnych chwytów subiektywizujących. Powolna, skupiona i obiektywna obserwacja zachowań postaci, a także znacząca rola tła, przyrody czy wnętrz, to główne wyznaczniki poetyki Antonioniego. Takie behawiorystyczne przedstawienie świata, szczególnie człowieka – by wniknąć w jego psychikę – było nowym słowem w kinie tamtych czasów, pogłębianym przez włoskiego reżysera w kolejnych dziełach.


*Arcydzieło wygwizdane*


Potwierdzeniem rodzącej się wyjątkowości Antonioniego była wspomniana już _Przygoda_ (1960). Wyróżnienie filmu Nagrodą Specjalną Jury na festiwalu w Cannes wywołało ogromne kontrowersje. Jurorzy, w przeciwieństwie do widzów, poznali się na nowatorstwie tego dzieła. Takie skrajne reakcje _Przygoda_ wywołuje do dziś, oczywiście pośród tych, którzy ją oglądają. Jedni dają się wciągnąć nastrojowi dzieła, inni uznają film za zwyczajnie nieudany, jeszcze innych _Przygoda_ po prostu nudzi. Nie ukrywam, że jestem jednym z tych, którzy ulegają jej niezwykłemu klimatowi.
Historia zaginięcia Anny oraz rodzącego się podczas poszukiwań uczucia między jej partnerem i przyjaciółką hipnotyzuje wręcz swoimi obrazami. Pod płaszczem melodramatu, trzeba przyznać dosyć specyficznego, kryje się z jednej strony opowieść o przezwyciężaniu bólu po odejściu bliskiej osoby, o przyzwyczajeniu do jej nieobecności (zadziwiająco łatwym, co zauważa pod koniec grana przez Monikę Vitti Claudia), z drugiej natomiast o niedojrzałości emocjonalnej człowieka, o jego słabości, co najlepiej widać na przykładzie Sandra, który niedługo po zniknięciu Anny nawiązuje romans z Claudią i, gdy ta nie towarzyszy mu na balu, równie szybko ulega flirtowi z inną kobietą. Znamienne, w odniesieniu do późniejszych filmów, jest tu zakończenie, w którym bohaterka próbuje, mimo wszystko, wybaczyć partnerowi, litując się nad nim. Finały Nocy i Zaćmienia przynoszą rozwinięcie tej sytuacji w kierunku dużo bardziej pesymistycznym.
_Przygoda_ to przede wszystkim dzieło niekonwencjonalne formalnie. Rozwiązania narracyjne i dramaturgiczne zastosowane przez Antonioniego przełamały (razem z wcześniejszymi dokonaniami Truffaut, Godarda czy Resnais) skostniałe reguły rządzące kinem. Przywiązanie uwagi do pozornie nieistotnych szczegółów, pomijanie ważnych z punktu widzenia intrygi wydarzeń, brak odpowiedzi na postawione w fabule pytania, otwarte zakończenie – tak w wielkim skrócie opisać można cechy dramaturgii dzieła, które _dało filmowi wolność_, jak napisał Adam Garbicz w swoim _Kinie, wehikule magicznym_.


*Dopełnienie trylogii*


Nagrodzona Złotym Niedźwiedziem w Berlinie _Noc_ (1960) jest obrazem postępującej atrofii uczuć, jaką przeżywa małżeństwo Lidii i Giovanniego. Para nie znajduje już w sobie siły na podtrzymywanie uczucia, niewypowiedziane lęki i żale oddalają ich od siebie coraz bardziej. Wrażenie duchowej pustki i wyobcowania spotęgowane jest wizją śmierci ich wspólnego przyjaciela oraz barierami między ludźmi, które to uczucia tak sugestywnie odzwierciedlone są w warstwie obrazowej filmu. Wyludnione przestrzenie nowoczesnego miasta przytłaczają swą bezdusznością, wpływają na stan psychiczny postaci i zarazem metaforycznie go wyrażają. Zakończenie przynosi rozpaczliwy obraz ludzi, którzy już tylko ulegają instynktowi erotycznemu, tłumiącemu ich rozpacz i brak uczuciowego zaspokojenia.
Z filmu na film osiąga Antonioni coraz mocniejszy efekt w obrazowaniu warstwą wizualną tego, co przeżywają jego bohaterowie.
_Zaćmienie_ (1962) daje jeszcze bardziej ponury opis relacji międzyludzkich, pogłębia problematykę dzieł wcześniejszych. Ludzie pogrążeni są w samotności, którą sami sobie zgotowali. Główna bohaterka, Vittoria, odczuwając niespełnienie i chłód uczuć, kończy długoletni związek. Kolejna znajomość w jaką się angażuje również jej nie zaspokaja. Makler, którego poznała, przyzwyczajony jest do przygodnych romansów i nie rozumie nowej partnerki. Nie dziwi więc, choć bezpośrednie powody nie są pokazane, że na umówionym spotkaniu w finale filmu, nie pojawia się żadne z nich. Właśnie zakończenie _Zaćmienia_ robi największe wrażenie. Zachód słońca jawi się tu jako zmierzch współczesnej, stechnicyzowanej cywilizacji, tylko na pozór wolnej od wszelkich problemów. Wszystko podkreślane jest przez symbole (przedziwna wieża, nawet drzewa przywodzą na myśl grzyb atomowy; szklane płaszczyzny oddzielają ludzi od siebie), które są jeszcze bardziej wyraźne niż poprzednio, a równocześnie przenikliwe jak nigdy. Ten przepięknie sfotografowany film, ze świetną rolą Moniki Vitti (wielkiej muzy reżysera w pierwszej połowie lat 60.) zapowiada następny, który – przynajmniej w wymienionych aspektach – jeszcze go prześcignie.


*Barwy samotności*


Pierwszy barwny film Antonioniego – _Czerwona pustynia_ (1964, Złoty Lew w Wenecji), jest rzeczywiście ogromnym osiągnięciem operatorskim. Tym razem niezwykła gama kolorów i operowanie barwami są metaforą duchowego stanu bohaterki, która nie mogąc dojść do siebie po traumie wypadku samochodowego, pogrąża się w samotności i depresji. Jeszcze silniejsze są tu akcenty zgubnego wpływu technologizacji i urbanizacji na życie człowieka, a nade wszystko na środowisko naturalne, znaczenie symboli posunięte dalej niż w Zaćmieniu. Niektóre elementy wypadają jednak o wiele słabiej. Wewnętrzne rozchwianie bohaterki zaprezentowane jest czasem w sposób zbyt statyczny, czasem za bardzo wymyślny. Mimo pewnych niedociągnięć dzieło broni się, jak zawsze u Antonioniego, niesamowitym, przytłaczającym klimatem świata przedstawionego, otoczenia, które nie pozwala bohaterce (wspaniale wykreowanej przez Monikę Vitti) odnaleźć ukojenia i spokoju pozostawiając ją w stanie ciągłego zawieszenia emocjonalnego.


*Fotografia z Londynu*


Wyprawa Antonioniego do Anglii w dwa lata po _Czerwonej pustyni_ zaowocowała największym sukcesem reżysera, przede wszystkim pod względem artystycznym, ale także jeśli chodzi o powodzenie u szerszej publiczności. _Powiększenie_ (1966), bo o tym filmie mowa, także dziś cieszy się największym wśród filmów swego twórcy powodzeniem. Nie ulega wątpliwości, że to arcydzieło jest tak bogate w treści i pełne kolorytu, że aktualnym pozostanie już chyba na zawsze.
W tym nagrodzonym Złotą Palmą w Cannes (Antonioni, obok Roberta Altmana, to jedyny twórca, który wygrał wszystkie trzy największe festiwale) filmie udało się coś bardzo rzadkiego. Z atrakcyjnością fabularną i wizualną idzie tu w parze głęboka filozoficzna refleksja o względności świata oraz autotematyczna zaduma nad istotą i możliwościami sztuki. Film na gorąco dokumentuje niezwykłą atmosferę swingującego Londynu, dostrzega sprzeczności rodzącego się dopiero ruchu kontrkulturowego. Diametralnie inne jest _Powiększenie_ od dzieł wcześniejszych, dynamiczność jego narracji zadziwia w porównaniu z _Przygodą, Nocą_.
Sukces tego filmu próbował zdyskontować Antonioni w Stanach Zjednoczonych, kręcąc tam _Zabriskie Point_ (1969). Ta wyprawa zakończyła się jednak niepowodzeniem. Obraz amerykańskiej kontestacji miejscami jest mocną wypowiedzią, rozczarowuje jednak jako opis obyczajowy.


*Zmierzch wielkości*


Po monumentalnym dokumencie _Chiny_ (1972), do fabuły powrócił Antonioni dopiero w roku 1975, tworząc swój ostatni, wielki i samodzielny film – _Zawód: reporter_. Rozważa w nim problem tożsamości, odpowiedzialności za podejmowane decyzje oraz ich konsekwencje. Grany przez Jacka Nicholsona bohater czuje się równie zagubiony i niespełniony jak postacie filmów poprzednich. Przypadek pozwala mu, dosłownie, zmienić osobowość i oderwać się od dotychczasowego życia, które mu ciążyło. Poszukiwania własnego ja, zagubionej istoty życia nie przynoszą jednak satysfakcji, a cena, jaką przychodzi zapłacić za igranie z rzeczywistością, okazuje się bardzo wysoka.
W kolejnych latach Antonioni realizował filmy coraz rzadziej, eksperymentował z nowymi technikami w filmach _Tajemnica Oberwaldu_ (1980) oraz _Identyfikacja kobiety_ (1982), efekt prowadził do manieryzmu. Po wylewie krwi do mózgu i częściowym sparaliżowaniu w połowie lat 80., reżyser przypomniał o sobie większej publiczności jeszcze dwa razy.
Zrealizowany w 1995 roku, przy pomocy Wima Wendersa, nostalgiczny film _Po tamtej stronie chmur_ to artystyczny testament włoskiego mistrza. W czterech nowelach opartych na opowiadaniach samego Antonioniego, powraca on do dawnych motywów i tematów: niemocy emocjonalnej człowieka oraz niemożności poznania rzeczywistości. Robi to w piękny i subtelny sposób, jednym z epizodów nawiązując do _Nocy_ – bohaterów zagrali bowiem Jeanne Moreau i Marcello Mastroianni.
Rok 2004 przyniósł nowelowy film _Eros_, w którym obok starego mistrza uczestniczyli Wong Kar-wai i Steven Soderbergh. W ogólnie nie do końca udanym obrazie, za dobrą można uznać jedynie nowelę twórcy z Hong Kongu. Część wyreżyserowana przez Antonioniego jest anachroniczna formalnie, fabuła próbuje jeszcze nawiązać do stałych w jego twórczości wątków kryzysu uczuciowego w związku, lecz zatraca się gdzieś w serii niezrozumiałych scen.
Mimo iż czas Antonioniego jako wybitnego reżysera skończył się ponad 30 lat temu, wpływ jego twórczości na rozwój kina jest niepodważalny, a inspiracja jego filmami dostrzegalna i dziś. Nietrudno dostrzec, że twórcy tacy jak Nuri Bilge Ceylan, czy Tsai Ming-Liang pozostają pod dużym wpływem dzieł włoskiego mistrza.
Interesujące jest jednak to, że nie dostrzega się aktualności trylogii z lat 1960-62, czy _Czerwonej pustyni_, postępującej w zawrotnym tempie, posuniętej już do granic technicyzacji życia i komunikacji międzyludzkiej, błyskawicznym rozprzestrzenianiu się urbanizacji, w krajach rozwijających się dopiero po odzyskaniu suwerenności, jak nasz, gdzie obok klasycznych, starych budowli powstają zimne i puste industrialne gmachy, nie mówiąc już o degradacji środowiska naturalnego, grożącej globalną katastrofą. Czy człowiek rzeczywiście tak bardzo zmienił się od tamtych czasów, czy po prostu nie chcemy dostrzegać już tych problemów?