Nie są kolejnym odkryciem sceny indie, choć wielu może zamruczeć, że to „jeszcze jeden zespół podobny do...”. W dużym uproszczeniu, trio z Vancouver prezentuje się trochę jak żeńska odmiana New Order. Interesująco łączy pop punk z elementami nowej fali, lecz stawia przy tym na nieskomplikowane melodie, ubarwione przyjemnym i ciepłym kobiecym głosem. Słuchając krążka Bella pozwalamy się prowadzić anielsko brzmiącym śpiewom i mechanicznej perkusji. I ostatecznie wyławiamy z niego więcej, niż grupę Bernarda Sumnera w spódnicach.

Czego by o krążku nie powiedzieć, No One Will Know to równo i zgrabnie skonstruowany zestaw nieskomplikowanych kawałków, które po pełnym przesłuchaniu składają się na ciekawy album. Od doskonałych Give It A Night i Don’t Sleep Alone, poprzez tytułowy No One Will Know, czy Go, Bella serwują nam dwanaście dynamicznych, nieudawanych piosenek. W Ocean Or a Lakeshore i Camelot do głosu dochodzi na chwilę basista Cameron Fraser, lecz resztę płynnie odśpiewują perkusistka Tiffany Garrett Sotomayor i keyboardzistka Charla McCutcheon.

Można było wykrzesać z tego albumu odrobinę więcej, choć ciepłe, dziewczęce głosy pieszczotliwie snujące się po elektropunkowych akordach mają w sobie coś obezwładniającego. O ile dla ceniących proste aranżacje, propozycja zespołu może brzmieć mimo wszystko zbyt alternatywnie, inni „wytkną” jej za dużo przebojowych i naturalnie ładnych melodii. Wrzucając swoje dwa grosze powiem tylko, że nie trzeba być fanem New Order, by polubić trio Bella.


BELLA
No One Will Know
Mint 2007