Pochodzą z Nowej Zelandii. Powstali w 1998 roku, a to ich trzeci pełny krążek. Dwie półkule mózgu grupy tworzą Jonathan Bree i urocza Heather Mansfield. Resztę wypełniają m.in. znajomi z labelu Lil’ Chief, choć większość partii instrumentalnych gra główny tandem. Na tle wcześniejszych, ten album ma zdecydowanie kolor różowy, The Brunettes stawiają bowiem na melancholijną słodycz dziewczęcych pop-bandów lat 60-tych, wspartą punkpopem. I wszystko w czasie, gdy na ekrany kin wszedł remake Lakieru do Włosów, a grupa trafiła pod skrzydła Sub Pop.
Przy pierwszym odtworzeniu zastanawiasz się, czy to nie ścieżka dźwiękowa do filmu muzycznego. Chórek sylabizujący „B.A.B.Y.”, klaszczące dłonie... Umówmy się: na tę płytę należy spojrzeć trochę zza polakierowanej czupryny - otrzymujemy bowiem niebezpiecznie słodko brzmiący, choć wciąż alternatywny, zestaw piosenek o miłości. Wzdychające z powodu oddalenia głośniki? W drugim na krążku Stereo (Mono Mono) dochodzi do nas dialog prowadzony w obu kolumnach. Są delikatne instrumenty w podkładzie, klaski, i przede wszystkim tęsknota stereofonicznych głosów. A dalej - najbardziej popowe fragmenty w Obligatory Road Song i przyprawionym orientem If You Were Alien. Z całego krążka wymyka się za to rewelacyjny, singlowy Her Hairagami Set, Small Town Crew oraz niesamowity, łączący melancholię z westernem Structure and Cosmetics.
Bree i Mansfield prowadzą poprzez swoje utwory miłosną rozmowę. Całość składa się w lekki, ładny i przyjemny album, z bogatym instrumentarium i sporą dawką przyjemnych dla ucha aranżacji. Naprawdę można się przekonać, że po przesłuchaniu płyty zostaje coś więcej niż miłe wspomnienie.


THE BRUNETTES
Structure and Cosmetics
Sub Pop 2007