Czy można nagrać czwartą w ciągu pięciu lat płytę, będącą volume 4 wiadomego stylu i, co więcej, sprawić, by nadal podstępnie nas rozrywała? Nieznośna wtórność materiału to dla artysty powolna śmierć i zarzut, przed którym trudno się wybronić. A jednak i w takim szaleństwie jest metoda. Jak dotychczas, także w I Shall Exterminate... (tytuł krążka zaczerpnięto z pracy niemiecko-amerykańskiego ekspresjonisty George’a Grosza) postawiono na Showtime!
Najnowsze E6 jest bardziej rytmiczne niż wcześniejsze Switzerland. Obok sprawdzonych rozwiązań (Dance Pattern) przedziera się elektropop (Broken Machine), gitary zostają ujarzmione na rzecz syntezatorów, pojawiają się wstawki klarnetu. Brakuje wprawdzie hitu miary Danger! High Voltage!, lecz trudno odmówić uroku Down At McDonnelzzz, Riding on the white train, nie wysłuchać opowieści o dziewczynie imieniem Kukuxumushu czy nie uśmiechnąć się, gdy w Lucifer Airlines słyszymy: „Sit down, relax...”.
Sexy Trash brzmi jak pastisz poczynań Prince’a, w Lenny Kravitz zespół wystawia na próbę poczucie humoru tegoż, drapieżnym głosem Dicka Valentine wzywając „I wanna see who’s living between your legs”, czy deklarując: „I can dress You up as one of a devil’s whores”. Wszystko w rozpoznawalnym kanonie E6.
Świat Electric Six to karykaturalna rzeczywistość, muzyczny żart z rzeczy współczesnych, przede wszystkim świetnie podana zabawa cywilizacyjnymi grzechami Amerykanów. Kto wierzy, że przyrządzony po raz czwarty pikantny mix disco, new wave i rock’n’rolla nie zaczyna mdlić, nie zawaha się przed sięgnięciem po gorące E6. Wszystkim innym, mimo to, także proponuję pozostać na dłuższą chwilę w sali gęstej od rozsypanego konfetti. Nie tylko do białego rana.



ELECTRIC SIX
I Shall Exterminate Everything Around Me That Restricts Me From Being The Master
Metropolis 2007