Na pewno jesteś ciekaw, czytelniku, co kryje w sobie muzyka z tego albumu. Świadczy o tym fakt, że czytasz te słowa. Opowiem Ci o niej najlepiej jak potrafię. Nie będzie to łatwe – mamy niewiele miejsca, co z pewnością zauważyłeś, gdy otworzyłeś gazetę na tej stronie. Dlatego, by nie trwonić cennej przestrzeni przejdę do rzeczy.


Into The Wild to proste piosenki. Słuchacze zaznajomieni z kompozytorskim kunsztem Veddera będą wiedzieć czym to pachnie. Słucha się ich przyjemnie, wtórując mruczeniem ciepłemu barytonowi artysty. Wypadają natomiast blado, gdy porównać je z wcześniejszymi dokonaniami matczynej grupy Eddiego. I oto recenzja mogłaby skończyć się w tym miejscu, postanowiłem jednak dać albumowi szansę i zmieniłem metodę słuchania. Poskutkowało.
Myślę, że powinieneś wiedzieć, czytelniku, że Into The Wild jest także ścieżką dźwiękową do filmu o tym samym tytule. Mając ten fakt na uwadze, zacząłem traktować nowy materiał Veddera zgodnie z jego pierwotnym celem – jako muzykę ilustrującą. Wiedziony szatańskim zamysłem wyszedłem tego dnia z domu z Eddiem w moim przenośnym odtwarzaczu. Uczyniłem podobnie dnia następnego i następnego, aż zdałem sobie sprawę, że minął tydzień i moje zdanie o Into The Wild zmieniło się diametralnie.
Wyobraź sobie, że rzeczony album jest wzmacniaczem, który po podłączeniu do małżowiny intensyfikuje każdą emocję, zdarzenie, przypadkową rozmowę, czy nawet refleksję o pogodzie.
Stałeś na tamtej drodze, czekając na kogoś, kto mógłby Cię stamtąd zabrać i okropnie padało.
A muzyka była tego ekstensją.
Albo zobaczyłeś dziewczynę za barem i pomyślałeś, że jeśli nie zaprosisz jej na herbatę, zrobi to ktoś inny.
Muzyka była tego ekstensją.
Szedłeś zasłuchany przez miasto i wydawało Ci się, że ktoś Cię woła. Dzień później usłyszałeś od znajomego, że widział Cię na ulicy.
Muzyka była tego ekstensją.
Być może to tylko teoria. Albo mój nastrój. Być może to wszystko zmyśliłem i nie uwierzysz w żadne moje słowo. Ale jeśli muzyka bywa częścią Twojej codzienności, dlaczego nie miałbyś sprawdzić, czy Into The Wild nie sprawi Ci tyle frajdy co autorowi tej recenzji. Ot tak, w imię nauki.


EDDIE VEDDER
Into The Wild
Sony BMG 2007