*Dyskusja wokół repertuaru zdominowanego przez „brutalistów”, zwłaszcza zaś Sarę Kane, ujawniła trzy interpretacje, trzy postawy życiowe.*


Są entuzjaści i zwolennicy teatru, który „dotyka” a właściwie „szarpie nerwy”, pokazuje świat, jakim jest – okrutny i bezduszny. Są umiarkowani zwolennicy, odrobinę zniesmaczeni, ale pokornie pochylający głowy przed cierpieniem. Uważają, że wychodzą z takiego teatru lepsi, wrażliwsi. Natomiast przeciwnicy sądzą, że cały ten kram pachnie efekciarstwem i nie uwrażliwia, a właśnie znieczula, utrwala bierność widza.
Eseje, szkice krytyczne, które ukazywały się w polskich czasopismach teatrologicznych prezentują zazwyczaj dwie postawy. Autorzy artykułów wypowiadają się przychylnie na temat twórczości dramatopisarskiej Brytyjki. Obraz Kane, jaki wyłania się z analiz wysokonakładowych magazynów popularnych, to obraz autorki skandalistki i wulgarnej lesbijki. Dramaty komentowane są przez pryzmat jej życia, a zwłaszcza choroby i tragicznej samobójczej śmierci. Niezrozumienie sztuk Sary Kane w Polsce może wynikać także z nieprecyzyjnych tłumaczeń. Liczne fragmenty jej utworów są bowiem niezwykle trudne do oddania w języku polskim. Realizacją _Zbombardowanych_ w reżyserii Mai Kleczewskiej w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie sprawia, że problematyka wydaje się aktualna, choć zapewne wymaga bardziej szczegółowego opracowania.
Dyskusja w polskiej prasie na temat fenomenu Sary Kane rozpoczęła się w roku 2001. Owa debata była związana z dwoma premierami teatralnymi. Pierwsza miała miejsce w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu 15 grudnia 2001 roku – _Oczyszczeni_ w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego (w koprodukcji z warszawskim Teatrem Rozmaitości i Teatrem Polskim w Poznaniu), drugą natomiast – 4.48 Psychosis w reżyserii Grzegorza Jarzyny – po raz pierwszy wystawiono w Teatrze Polskim w Poznaniu 8 lutego 2002 roku.
Krakowska inscenizacja jest czwartą z kolei polską adaptacją tekstów Sary Kane. Pierwsza – _Zbombardowani_ w reżyserii Pawła Łysaka, zrealizowana przez warszawskie Towarzystwo Teatralne, nie odniosła sukcesu i tym samym nie wpisała się w historię teatru polskiego.


*Sztuka o nadziei*


_Zbombardowanych_ wystawił londyński Royal Court Theatre Upstairs w styczniu 1995 roku. Kane miała wówczas tylko 23 lata i młody wiek dramatopisarki stał się koronnym argumentem brytyjskich krytyków teatralnych skierowanym przeciw jej sztuce. Nie rozumieli struktury, w której pierwsza połowa akcji dzieje się w pokoju hotelowym w Leeds, następnie zostaje przeniesiona w otwartą wojenną przestrzeń. Inspiracją do napisania tekstu była bośniacka wojna w latach 90. Autorka tłumacząca formę dramatu chęcią oddania chaosu tej wojny dla większości środowiska teatralnego pozostała niewiarygodna. _Dla mnie to sztuka o kryzysie życia. Jak można żyć, kiedy życie staje się tak bolesne, tak bardzo nie do zniesienia? Zbombardowani niosą jednak nadzieję. Bohaterowie z gruzów wydobywają resztki życia_. Czy tę opinię dostrzegają krytycy?


*Kane krytyczna*


Recenzje i eseje zamieszczane na łamach polskich czasopism teatrologicznych zasadniczo ujawniają dwa typy interpretacji. Ich autorzy analizują twórczość Kane przez pryzmat adaptacji Warlikowskiego i Jarzyny. Często dyskusje są polemikami ludzi teatru na temat szeroko rozumianego okrucieństwa na scenie, wobec czego mało w nich rzetelnej analizy dramatów brytyjskiej autorki, więcej natomiast surowych ocen. Można zauważyć zarówno sztuczne przyklejanie etykiet, jak i wartościowe analizy zjawiska. Przykładem tych ostatnich jest artykuł Marka Zaleskiego _Co się zdarzyło Sarah Kane_, w którym autor bada polskie tłumaczenia fragmentów dramatów i pokazuje ich nieadekwatność do oryginalnej wersji lub artykuł Mateusza Borowskiego _Do spodu umysłu_.
Janusz Majcherek analizując _Oczyszczonych_ według Warlikowskiego podkreśla wartość twórczości Sary Kane. Nazywa ją oryginalną, bo potwierdzoną autentycznym bólem autorki. W jednym z artykułów o kontrowersyjnie brzmiącym tytule _Sarah Kane kontra Bridget Jones_ zestawia powagę dramatów tej pierwszej z banałem kinowej bohaterki, przyznając rację bytu dramatopisarce.
Podobne stanowisko wobec Kane zajmuje Joanna Targoń. W artykule _Umarłbyś za mnie?_ usprawiedliwia fenomen zawartością realistycznych elementów, takich jak narkotyki, homoseksualizm, przemoc.
Najciekawszym jest proponowane przez Marka Zaleskiego ujęcie psychoanalityczne. Zaleski interpretuje teksty Kane przez pryzmat fenomenu traumy. Kategorię tę czyni odpowiedzialną za symboliczny język dramatów, broniąc równocześnie zdolności pisarskich autorki jako tej, która dostrzegła możliwość wyrażenia traumy poprzez sztukę. Język codzienności ze swą logiką przyczynowo-skutkową byłby nieadekwatny, stąd często pojawiające się u Kane skojarzenia, pastisze lub aluzje.


*Kane dla mas*


Artykuły na temat niezwykłego zjawiska, jakim była twórczość Kane, publikowano niemal we wszystkich polskich wysokonakładowych tytułach. Pojawiały się wzmianki lub dłuższe eseje w _Polityce, Wysokich Obcasach, Rzeczpospolitej, Tygodniku Powszechnym_ czy w piśmie adresowanym zwłaszcza do kobiet – _Zwierciadle_.
Cechą charakterystyczną powyższych publikacji jest zdecydowana przewaga faktów biograficznych na temat Sary Kane nad interpretacjami jej tekstów. Ponadto biografia stanowi punkt wyjścia większości artykułów, a sztuki zdają się być nierozdzielne od życia ich autorki. W ten nurt wpisują się zwłaszcza artykuły Romana Pawłowskiego. Oceny krytyków są znacznie ostrzejsze, można znaleźć nawet słowa potępienia - w przeciwieństwie do opinii wyrażanych w teatralnych czasopismach branżowych.
Jedną z najbardziej negatywnych ocen jest zamieszczona w _Polityce_ refleksja Jerzego Pilcha pod tytułem Sto aspiryn. Pisarz nazywa fenomen Sary Kane „fenomenem przedawkowania”. Dramaty określa niewyczerpanymi strumieniami samoświadomości po przedawkowaniu leków bądź narkotyków, których zrozumienie staje się niemożliwe bez wiedzy czytelnika o depresji i samobójstwie autorki. Pilch pisze o prezentacji strachu, przemocy i okrucieństwa bez żadnego zabezpieczenia.
Janusz R. Kowalczyk dostrzega w tekstach Brytyjki jedynie bezwstydnych, rozebranych ludzi, brutalny seks, wulgarny język i nielogiczny sadyzm. Nic dodać, nic ująć.
Bardziej wyważone opinie prezentują Jacek Sieradzki i Piotr Gruszczyński. Pomimo etykiet „lirycznej skandalistki” i „Kane – wykrzyknika” autorzy notek prasowych dostrzegają głębsze wartości tekstów samych w sobie. Porównują je nawet z dorobkiem literackim T. S. Eliota czy Szekspira. Wrażliwość na ból i cierpienie, elementy poetyckie, liczne metafory sprawiają, że przeczytanie dramatów Kane może mieć dla czytelnika wartość katarktyczną, o której pisał Arystoteles.
Jednak pomimo tych opinii, dominującymi określeniami na temat Kane pozostają nadal te w stylu „zdesperowanej poetki” czy „zdeklarowanej lesbijki”.