Wyobraź sobie. Jesteś klientem modnej knajpy, w której nie ma twojego ulubionego mleka owsianego, a kelnerka pogardliwie zerka na ciebie, paląc za oknem papierosa. Twój szef stoi obok i chociaż obmacuje cię w miejscu publicznym, nikt nie zwraca na to najmniejszej uwagi. Co więcej, każdy odwraca wzrok, zaczynasz więc zastanawiać się, czy to nie urojenia. Kiełkująca nerwica doprowadziła cię do takiego stanu, że budzisz się dokładnie pięć minut przed dźwiękiem budzika, żeby tuż przed wybudzeniem sprawdzić, czy na pewno zadzwoni. Zadzwoni – i to głośno, tak jakbyś słyszał uderzającą o brzeg wielką morską falę. Twój statek za chwilę dopłynie na miejsce, ale nic lepszego cię tam nie spotka. Tylko mgła i ciemność.

Dział HR w ramach grantu „miasto Kurtz” wysyła Marlowe’a do jądra ciemności, korporacyjnego bagna, z którego powrotu nie będzie. Świat, w którym poruszają się bohaterowie spektaklu Strzępki, jest nam niepokojąco bliski: zamieszkują go pracownicy dużych firm, banków, agencji reklamowych. Jednak w krzywym zwierciadle stworzonym przez twórców odbija się nie tylko warszawski światek młodych, ambitnych przedsiębiorców i ich podwładnych, ale cały system, do którego należą także ci, którzy starają się trzymać od niego z daleka. Wrogiem, jak to u Demirskiego, jest kapitalizm, budująca fałszywe potrzeby wylęgarnia ludzkiej znieczulicy, obłudy i – co stanowi główny temat przedstawienia – wyzysku.

„Będąc tam z tymi tubylcami musi narodzić się w człowieku pokusa bycia bogiem” – mówi do Willarda (odbicia Marlowe’a) jeden z bohaterów Czasu Apokalipsy, mając na myśli kolonizatorskie zapędy pułkownika Kurtza.
W inspirowanym Jądrem ciemności filmie Francisa Forda Coppoli piekłem jest pochłaniająca po drodze tysiące ofiar wojna w Wietnamie i związana z nią nieodparta chęć dominacji. Temat władzy i hierarchii, obecny i w książce, i na ekranie, posłużył Demirskiemu do pochylenia się nad sprawami pracujących na czarno lub za najniższą stawkę emigrantów, prekariuszy dorabiających w kawiarniach czy galeriach handlowych. Do luźnej wariacji na temat powieści Conrada wprowadza na scenę postać Tej Obcej (znakomita Magda Grąziowska) – figury Murzyna („czarnucha)”, uchodźcy, Innego. To przez jej pryzmat zwykle przyglądamy się pozostałym bohaterom Ciemności, to ona również stanowi najciekawszą i najbardziej złożoną postać spektaklu, lustro identyfikacji z widzem.

Postaci Marlowe’a (Joanna Kasperek i Tomasz Schimscheiner) i Kurtza (Andrzej Konopka i Jacek Mąka) zostały zdublowane, co z jednej strony ustanawia dwa funkcjonujące w spektaklu porządki – dzisiejszy i dziewiętnastowieczny – z drugiej zaś potęguje schizofreniczność bohaterów. Zwłaszcza Ciotki (wspaniała Anna Kłos-Kleszczewska), która – mimo że dość niedzisiejsza – najciekawiej puentuje naszą rzeczywistość. „Bardzo ciężko w dzisiejszych czasach o dobrą służbę” – mówi w którymś momencie, zaplątana w lata, dekady i wieki. Przypomina trochę wyrzut sumienia, głos dobijający się z wnętrza czaszki, na który nie ma rady. Wpisuje się tym zresztą doskonale w nielinearną strukturę przedstawienia, w której postacie opalizują, zmieniają się, są niejednorodne.

Reżyserka dodatkowo każe aktorom grać (a wszyscy robią to koncertowo) w trudnym do nazwania napięciu; lęku, ale nie przed tym, co któryś z nich zrobi, a raczej przed tym, co powie. Choć nie zabrakło w Ciemnościach momentów podrzynania gardeł czy fizycznej przemocy, stosowanej oczywiście wobec Innego, to przede wszystkim słowa padające z ust bohaterów są ostre jak brzytwa. Demirski nie stępił pióra, choć spektakl miejscami wydaje się przegadany. Świeżością imponuje za to oszczędna scenografia i kostiumy Arka Ślesińskiego połączone z pomysłowym oświetleniem i projekcjami Jakuba Lecha.

Strach i poczucie niemocy paraliżują bohaterów. Po podróży do jądra ciemności dotrze do nich, że zło jest nieodłączną częścią ich życia, w której są zanurzeni. Dotyczy to oczywiście także nas, widzów. Czy jesteśmy w stanie zrobić cokolwiek wobec panującego od stuleci problemu wyzysku, zwłaszcza na poziomie globalnym? Cokolwiek zrobisz, i tak okażesz się hipokrytą – wyraźnie sugerują twórcy. Strzępka i Demirski z powodzeniem obnażają również nasze próby uciszenia wyrzutów sumienia, chowanych pod pokładami cynizmu. Poczucie wszechogarniającej beznadziei, nieadekwatności wobec świata i winy wobec Innego tylko będzie się pogłębiać, a w ich zwalczeniu nie pomogą nawet „szkolenia w interpersonalnym kierunku”. Oczekujemy więc w napięciu bardziej na koniec niż na zmianę. Jak mówi wszechwiedząca Ciotka: karetka na sygnale, której się boisz, i tak w końcu przyjedzie pod twój adres.


Teatr IMKA i Teatr im. Żeromskiego w Kielcach
„Ciemności”

reżyseria: Monika Strzępka
tekst inspirowany „Jądrem ciemności” Josepha Conrada: Paweł Demirski
Obsada: Magdalena Grąziowska, Joanna Kasperek, Anna Kłos-Kleszczewska, Andrzej Konopka, Jacek Mąka, Tomasz Schimscheiner
scenografia, kostiumy: Arek Ślesiński
muzyka: Tomasz Sierajewski
światło i projekcje: Jakub Lech

Fot. Bartek Sadowski